Wybierz region

Wybierz miasto

    Dyrektor ACK może stracić pracę za opieszałość

    Autor: Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

    2009-04-03, Aktualizacja: 2009-04-02 22:15 źródło: Naszemiasto.pl

    Zagrożone wypłaty za marzec, komornik na szpitalnym koncie i brak efektów restrukturyzacji - winą za tak dramatyczną sytuację gdańskiego Akademickiego Centrum Klinicznego Ministerstwo Zdrowia obarcza zarząd szpitala.

    Zagrożone wypłaty za marzec, komornik na szpitalnym koncie i brak efektów restrukturyzacji - winą za tak dramatyczną sytuację gdańskiego Akademickiego Centrum Klinicznego Ministerstwo Zdrowia obarcza zarząd szpitala. Profesor Janusz Moryś, rektor Akademii Medycznej, wskazuje na dyrektora ACK Jacka Domejkę i stawia mu ultimatum. Do połowy przyszłego tygodnia dyrektor ma czas na wprowadzenie poprawek do planu naprawczego szpitala.


    W nowej wersji musi go przedstawić bardzo szybko, bo jeszcze przed świętami. Jeżeli program nie będzie stwarzał szans na radykalne przyspieszenie restrukturyzacji, Senat AMG rozważy, czy nie zerwać z Domejką kontraktu. Dyrektor nie czuje się winny i tłumaczy, że nigdy nie obiecywał gruszek na wierzbie. Od początku stawiał sprawę jasno - nie da się szpitala zadłużonego na poziomie rocznego kontraktu NFZ, nigdy niereformowanego, uzdrowić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Z tempa zmian zachodzących w ACK Ministerstwo Zdrowia jest niezadowolone od dawna. Już we wrześniu ub. roku (Domejko rządzi w ACK od 15 lipca) ostro krytykowało pierwszą wersję programu naprawczego. Również w trakcie ostatniego środowego spotkania, z udziałem wojewody Romana Zaborowskiego, minister Ewa Kopacz nie szczędziła gorzkich słów pod adresem dyrektora. Jej zdaniem postęp restrukturyzacji ACK w żadnym wypadku nie gwarantuje sukcesu. Tylko w przypadku, gdy ACK udowodni, że jest zdolne do restrukturyzacji, może liczyć na finansowe wsparcie tego procesu. Resort gotowy jest nawet poprzeć starania szpitala o 100-milionowy kredyt. Z osądem minister Kopacz w pełni zgadza się rektor AMG.
    - Przykłady zaniedbań w szpitalu można by mnożyć - twierdzi prof. Janusz Moryś. - Kuleją rozliczenia z Narodowym Funduszem Zdrowia. Z tego powodu ACK wykazuje za dwa pierwsze miesiące tego roku ponad 20 mln zł straty. Do tej pory nie rozliczone są z NFZ programy lekowe z 2008 roku! Gdyby zarząd ACK uporał się z tym do 25 marca, 75 proc. tej kwoty byłoby już w kasie szpitala. A teraz, jeśli nawet uda się dyrektorowi zakończyć ten proces w kwietniu, wszystkie pieniądze zabrać może komornik.
    Zarówno ministerstwo, jak i władze AMG żądają przede wszystkim zmniejszenia zatrudnienia. - Nie chodzi o wyrzucanie ludzi na bruk, a o "wyprowadzenie na zewnątrz" pewnych usług wraz z pracownikami - tłumaczy rektor Moryś. - Pralni, sprzątania na zasadzie outsourcingu. Równie palącą sprawą jest uporządkowanie systemu rozliczeń. Jedynym szpitalem na Pomorzu, który sobie z tym nie radzi, jest ACK. A to generuje straty! Po raz kolejny zagrożone są wypłaty dla pracowników, tym razem za marzec.
    Zdaniem rektora Morysia to działanie na szkodę szpitala. Oliwy do ognia dolało pojawienie się Jacka Domejki w telewizji jako dyrektora... szpitala "Latawiec" w Świdnicy. Społeczność gdańskiej uczelni medycznej zasypała rektora pytaniami - czy dyrektor zarządzający jednocześnie dwoma szpitalami na dwóch krańcach Polski jest w stanie zrestrukturyzować ACK?
    - Na początku dyrektora nie było w Gdańsku w poniedziałki - relacjonują jego współpracownicy. - Później, również w piątki. Z czasem zaczął wyjeżdżać do Świdnicy na wtorki i środy. Zarządzanie tak dużym szpitalem jak ACK chyba Domejkę przerosło. Jako menedżer świetnie sprawdził się w niewielkim szpitalu. Na dodatek w ACK wziął na siebie obowiązki dwóch dyrektorów - głównego i do spraw medycznych. Ciekawe, czy pobiera też dwie pensje.
    Próbowaliśmy to sprawdzić, ale kontrakt Jacka Domejki objęty jest ścisłą tajemnicą. Nieoficjalnie mówi się, że dyrektor ACK zarabia miesięcznie ok. 40 tys. zł. - W Akademickim Centrum Klinicznym jestem przez cały czas - oburza się dyrektor Domejko. - Pracuję dzień i noc. Do Świdnicy jeżdżę raz na dwa, trzy tygodnie, gdy nieobecny jest mój zastępca lub odbywa się ważne posiedzenie.
    Jacek Domejko nie zżyma się na słowa krytyki ze strony ministerstwa i rektora AMG.
    - Pani minister i władze uczelni mają prawo uważać, że finanse szpitala są zaniedbane, ale przyczyną tego była awaria systemu informatycznego. Teraz go naprawiono, jest więc szansa, że do 25 kwietnia uda się pokazać cały pierwszy kwartał. I udowodnić, że szpital coraz więcej zarabia. W ciągu czterech miesięcy ub. roku udało się znacznie poprawić wynik finansowy ACK, pełną parą ruszyły wszystkie kliniki, wprowadzono zmiany przygotowujące placówkę do dalszej restrukturyzacji.
    Ewa Książek-Bator, zastępca dyrektora ACK do spraw ekonomicznych, przyznaje, że trudno ją prowadzić, gdy czuje się za plecami oddech komornika. Jacek Domejko jest jednak pewien, że restrukturyzacja przebiega zgodnie z planem. Przed podpisaniem menedżerskiego kontraktu uprzedzał, że przy tak gigantycznym zadłużeniu (250 mln zł) nie da się tego zrobić w dziewięć miesięcy. Murem za Domejką stoi związek lekarzy.
    - W pełni popieramy to, co robi dyrektor - twierdzi dr Marek Białko, szef oddziału OZZL w ACK. - Trzeba tylko dać mu czas.

    Z Markiem Twardowskim, wiceministrem zdrowia, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
    Komornik ma prawo zająć sto procent kwoty należnej ACK z funduszu. Dlaczego ministerstwo dopuściło do takiego zagrożenia?
    Nowelizacja ustawy i egzekucji komorniczej, którą przygotowaliśmy w trosce o bezpieczeństwo szpitali klinicznych, jest w trakcie procedowania. Gdy zacznie obowiązywać, komornik znów będzie mogł zająć tylko 25 proc. tej kwoty.
    Dlaczego to trwa tak długo?
    Naprawiamy błąd popełniony przez poprzednią ekipę rządzącą. Na tempo prac Sejmu wpływu nie mamy.
    Co czeka ACK w przyszłości?
    ACK, jak i pozostałe szpitale kliniczne oraz instytuty medyczne, podlegają ministrowi zdrowia. Naszym kłopotem jest więc przyszłość tych szpitali. Ich przekształcenia musieliśmy jednak podzielić na kilka etapów. Na razie chcemy zrealizować plan B.
    Czy ACK ma być spółką?
    Tego nie zakładamy, bo szpitale te mają kilka funkcji - uczą stu-dentów, świadczą usługi wyso-kospecjalistyczne. Nie chcemy wylać dziecka z kąpielą.

    Fakt, że Jacek Domejko zarządza jednocześnie dwoma szpitalami - "Latawcem" w Świdnicy oraz Akademickim Centrum Klinicznym w Gdańsku bulwersuje większość pracowników szpitala AMG, ale nie jest łamaniem prawa.
    Na łączenie tych obowiązków zgodziły się poprzednie władze AMG, które latem ubiegłego roku podpisały z Jackiem Domejką kontrakt menedżerski. Zawiera on klauzulę, która mówi, że Domejko ma prawo dokończyć proces restrukturyzacji placówki w Świdnicy. Pod jego rządami szpital świdnicki zredukował liczbę łóżek z 650 do 350, pracowników z 1250 do 600, za to liczbę rocznie leczonych pacjentów zwiększył z 11 do 30 tysięcy. Za to właśnie dyrektor "Latawca" zgarnął wiele nagród w różnych plebiscytach i rankingach. Domejko był pierwszym na Pomorzu kandydatem na szefa szpitala wyłonionym przez firmę headhunterską spośród wielu kandydatów z całej Polski. Władze AMG widziały w nim męża opatrznościowego, któremu uda się wreszcie zreformować szpital i wyciągnąć go z długów. Umowa Domejki z "Latawcem" wygasa w czerwcu tego roku.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.