Autor kryminałów, scenarzysta Igor Brejdygant: "muszę się sam czasem zaskakiwać" Autor kryminałów, scenarzysta Igor Brejdygant: "muszę się sam czasem zaskakiwać"

(© Materiały prasowe)

Najpierw był uznanym scenarzystą ("Prosta historia o morderstwie”) i reżyserem ("Paradoks"), potem zajął się również pisaniem kryminałów. W jego drugiej powieści "Szadź” pani komisarz mierzy się z błyskotliwym psychopatą. W rozmowie z nami artysta zdradził m.in dlaczego zaczął pisać oraz za co ceni kobiety.

Sylwia Arlak: Jedna z głównych ról w "Szadzi" przypadła kobiecie. Silnej i niezależnej. Niewiele jest takich postaci we współczesnej popkulturze, chociaż coraz więcej. To celowy zabieg?

Igor Brejdygant: Chyba nie nazywałbym tego zabiegiem, bo zabieg to rzecz zaplanowana i przeprowadzona z pełną precyzją i konsekwencją, a ja książki piszę trochę inaczej. Natomiast kobieta jako główna bohaterka mojej powieści to chyba nie przypadek szczególnie, że w moim poprzednim „Paradoksie” główne skrzypce również grała kobieta. Cóż, ja od zawsze z jednej strony kobiety darzyłem wielką estymą z drugiej zaś, co wcale nie musi koniecznie iść w parze, kobiety bardzo lubiłem. Z upływem lat owa sympatia przekształciła się jednak w rodzaj fanatycznego wręcz przekonania, iż świat wyglądałby znacznie ciekawiej, byłby mądrzejszy, bezpieczniejszy i sympatyczniejszy, gdyby kobiety pełniły w nim rolę równorzędną a jeszcze lepiej przynajmniej na jakiś czas pierwszorzędną. Słowem lubię kobiety i choć nie unikam uogólnień, to przymuszony odpowiedziałbym, że wolę je od mężczyzn po prostu. To jedna rzecz, a druga to najzwyklejsza ciekawość. Spędzić długie miesiące pisania w towarzystwie faceta, który na domiar pewno byłby do mnie podobny tylko nieco lepszy? Wolałem pobyć z kobietą, zresztą z facetem trochę koszmarnym też musiałem spędzać owe miesiące, więc tym bardziej przebywanie z fajną kobietą dawało mi oddech i wytchnienie. Kobieta była moim ruczajem, można by rzec.

Jak bardzo inna byłaby ta powieść, gdyby zabrakło tego mocnego kobiecego pierwiastka?

Trudno mi powiedzieć, gdyż nie zabrakło, ale myślę, że byłaby inna zasadniczo. Kobieca intuicja, wrażliwość, mądrość, troskliwość były absolutnie niezbędne do tego, żeby historię, którą sobie zamyśliłem przeprowadzić w taki a nie inny sposób. Swoją drogą to kolejny niebagatelny powód, dlaczego rolę główną obsadziłem właśnie kobietą. Facet prawdopodobnie też jakoś w końcu dałby sobie radę, ale byłaby to wtedy odpowiadając w końcu wprost na Pani pytanie zupełnie inna opowieść.

Lubi Pan opisywać złożone, nieoczywiste postaci. Trudne oznacza ciekawsze również dla pisarza?

Nie zastanawiałem się nad tym nigdy w ten sposób. Dla mnie tak naprawdę nie istnieją postaci niezłożone albo nieoczywiste. Czasem może się wydawać, że ktoś taki jest, ale wtedy zawsze wiem, że to jedynie powierzchowność, bywa, że bardzo dobrze ulana, ale pod spodem w każdym tętni życie, zmagają się sprzeczności, kompleksy, deficyty, problemy, pragnienia i wszystko to, co czyni z nas ludzi. Nie wiem czy trudne znaczy ciekawsze, ale wiem, że środek jest o niebo bardziej interesujący od powłoki.

Jak dobrze pisarz - szczególnie kryminałów - musi znać ludzi, aby móc napisać wiarygodną powieść?

Psychologia jest oczywiście w warsztacie pisarskim rzeczą ważną, aczkolwiek człowiek jest istotą tak nieskończenie nieprzewidywalną – kolejna jego wielka zaleta, że nie istnieją jakieś schematy, po poznaniu których możemy się zabrać za konstruowanie postaci do kryminału czy jakiejkolwiek innej powieści. Dla mnie w pisaniu rzeczą, kto wie czy nie najciekawszą, jest moment, w którym człowieka – mojego bohatera wstawiam w jakieś okoliczności i patrzę, co się z nim dalej stanie, jak się zachowa, jak zareaguje, co pomyśli i jaki to wywoła dalszy ciąg zdarzeń. Swoją drogą przydatne w moim pisaniu okazało się chyba też i to, że dość sporo czasu spędziłem w życiu na planach filmowych i miałem niepowtarzalną okazję obserwowania aktorów, często wielkich aktorów, którzy wcielali się w bardzo różnorodne postaci. Myślę, że dużo się od nich nauczyłem na temat ludzi, a przyjemność patrzenia na to, jak aktorzy pracują ze sobą, jak kreowani przez nich bohaterowie reagują na okoliczności, na zachowania innych, jest niepowtarzalna.

W kryminałach ważne dla czytelnika są zaskakujące suspensy. Czy Pan sam siebie zaskakuje w trakcie pracy? Zmienia wątki czy nawet zakończenie? Czy od początku wie, jak historia będzie przebiegała?

Z grubsza wiem, ale często w miarę zagłębiania się w pisanie dociera do mnie, że muszę coś zmienić, bo to co sobie umyśliłem absolutnie już mnie nie zaskakuje i co za tym idzie staje się nużące. Odpowiadając na Pani pytanie, tak, muszę się sam czasem zaskakiwać, w innym wypadku zrobiłoby się trochę nudno, a nudząc sam siebie znudziłbym też prawdopodobnie czytelnika.

Powiedział Pan kiedyś: "Świat wypełniony jest po brzegi nudną oczywistością." To dlatego zaczął pisać?

Trochę dlatego, bo przy okazji pisania i wymyślania z morza oczywistości udaje mi się wyłuskać rzeczy zaskakujące, paradoksalne, nieoczywiste i przez to zupełnie już nienudne.

A czym różni się pisanie scenariusza od pisania powieści? Co daje więcej satysfakcji?

Satysfakcję daje jedno i drugie. W przypadku scenariusza przychodzi ona nieco szybciej, bo przeciętny scenariusz przynajmniej jego pierwszą wersję piszę miesiąc, a powieść pół roku. W powieści oczywiście, co jakiś czas udaje się natrafić na momenty, które poruszają i dzięki temu też dają rodzaj satysfakcji. Myślę, że to właśnie o to chodzi, że jest bardzo wiele rodzajów satysfakcji, jest satysfakcja z oglądania filmu, który się napisało, jest satysfakcja z pierwszego wąchania stron własnej otrzymanej przed momentem po raz pierwszy do rąk książki, jest satysfakcja z udanego dialogu, z tego, że w trakcie lektury stron powieści czuje się zapach deszczu, o którym się napisało. Trzeba te satysfakcje znajdować, bo to one w trudnych momentach najbardziej motywują do pisania. A czym różni się pisanie powieści od pisania scenariusza? Cóż, bardzo wieloma rzeczami, posługując się metaforą nieco upraszczającą niuanse, ale wyrażającą istotę, mniej więcej tym czym stworzenie szkicu od stworzenia obrazu. Scenariusz to zarys filmowej opowieści, czasem pełniejszy, czasem mniej szczegółowy, ale zawsze jedynie zarys, który następnie wypełnia się rzeczywistością wykreowaną w toku tworzenia filmu. Powieść to rzeczywistość w całej krasie, która oczywiście nie obędzie się bez wyobraźni osoby dla powieści najważniejszej czyli czytelnika.

Czy "Szadź" jest materiałem na ciekawy scenariusz?

Ciężko mi oceniać potencjał scenariuszowy własnej powieści. Generalnie w życiu dość sporo czasu spędziłem na pisaniu scenariuszy, więc istnieje możliwość, że coś mogłoby z tego wyjść. Jednak ostateczną ocenę muszą wydać ewentualni producenci "Szadzi” jako formy filmowej czy serialowej. Z drugiej strony nie ukrywam, że kilka lat temu, gdy zaczynałem myśleć o opowiedzeniu tej historii w taki a nie inny sposób, początkowo funkcjonowała ona w mojej głowie jako opowieść filmowa. Potem nauczyłem się pisać powieści i opowiedziałem historię w taki sposób, ale prawdopodobnie jakieś zręby konstrukcji filmowej w niej się ostały.

Pana historie to głównie wytwór wyobraźni czy też odzwierciedlają one jakiś wycinek rzeczywistości? 

Moja wyobraźnia buduje świat z kawałków zebranych z rzeczywistości – również tej sennej. Zdarza się też i tak, oby nie zdarzyło się tym razem, że coś co wymyślam, później się wydarza, lub okazuje się, że wydarzyło się wcześniej, a ja o tym nie miałem pojęcia. Słowem wymyślam chyba trochę tak zwaną prawdę, a to wielce satysfakcjonujące.


Zobaczcie też: "Kasia Tusk promuje swoją książkę. Pokazuje jak robić piękne fotografie! [ZDJĘCIA, WIDEO]"


Hallo

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!