Zamek w Przezmarku. Jego tajemnice czekają na odkrycie. Gdzie podziało się krzyżackie złoto i dlaczego sam Himmler nadzorował archeologów

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Zamek w Przezmarku. Jego tajemnice czekają jeszcze na odkrycie
Zamek w Przezmarku. Jego tajemnice czekają jeszcze na odkrycie Dorota Abramowicz/Canva
Do końca nie wiadomo, co w tej opowieści jest ciekawsze – historia zamku w Przezmarku, w której co rusz przewija się opowieść o złocie ukrytym przez Krzyżaków przed bitwą pod Grunwaldem, poszukiwanym przez rycerzy Jagiełły, a później przez nazistowskich archeologów, czy też jego obecni właściciele? – Tu wszystko wyglądało tak jak na filmie o przygodach Indiany Jonesa – mówi Ryszard von Pilachowski, właściciel pozostałości XIX-wiecznej warowni, wzniesionej przez komtura Lutera z Brunszwiku.
  • Ryszard von Pilachowski i jego żona opowiadają, jak się żyje w zamku.
  • Zamek w Przezmarku kryje wiele tajemnic. Czy Krzyżacy ukryli tam skarb?
  • Heinrich Himmler nadzorował prace archeologiczne w zamku w Przezmarku
  • Zamek w Przezmarku. Kim są właściciele?
  • Jak zostać właścicielem krzyżackiego zamku?
  • „Kiedy tu przyjechaliśmy, były tu tylko stropy i schody. Wyniosłem stąd kilkaset butelek po alkoholu. Śmierdziało moczem. Rodzina sugerowała nawet, że nie kupiłem obiektu zabytkowego, tylko melinę”.

***

– Tu wszystko wyglądało tak jak na filmie o przygodach Indiany Jonesa – mówi Ryszard von Pilachowski, właściciel pozostałości XIX-wiecznej warowni, wzniesionej przez komtura Lutera z Brunszwiku. – Ruiny, pokrzywy i chwasty.

Zanim kupił w 2000 roku zamek, pojechał do Berlina, by sprawdzić, kto przed wojną był jego właścicielem. Tak na wszelki wypadek, by za jakiś czas nie pojawił się w Przezmarku daleki potomek pana na zamku z kompletem dokumentów, pozwalających na prawo do spadku. Odetchnął z ulgą, kiedy dowiedział się, że prawa do warowni miała III Rzesza.

– Jolu – powiedział do żony. – Możemy tu spokojnie inwestować pieniądze.

– Raczej je topić – odpowiedziała Jolanta, od urodzenia realistka.

Dobrali się jak w korcu maku. Ona – warszawianka o artystycznej duszy z góralskimi korzeniami. Matka pochodziła z zakopiańskiego rodu Trzebuniów. Do jej przodków, Krupów, należała Dolina Krupowa. Dziś jej środkiem wiodą zakopiańskie Krupówki.

On – potomek kurlandzkiej szlachty. Ojcu, adwokatowi Włodzimierzowi Pilachowskiemu po wejściu hitlerowców zaproponowano „powrót do niemieckich korzeni”. Kiedy odparł, że jest Polakiem, został wysłany na roboty do Wuppertalu. Tam spotkał piękną Walentynę, Rosjankę z Taganrogu. Jej rodzina przed rewolucją miała spory majątek, więc zesłano ich na Syberię. Walentyna miała ogromny talent do nauk ścisłych, przed wojną ukończyła technikum budowy samolotów.

Ryszard przyszedł na świat w 1944 roku.

– Gdy Amerykanie wyzwolili obóz, pojawiła się szansa na wyjazd do Australii, USA, Kanady – wspomina Ryszard von Pilachowski. – Mama bardzo namawiała ojca na Kanadę, ale ten się uparł na powrót do Polski, do rodzinnego majątku w Radziejowie Kujawskim.

Kiedy po wielkich perturbacjach rodzina z dwojgiem dzieci, Lilą i Ryszardem, dotarła wreszcie w 1947 roku do Radziejowa Kujawskiego, udało im się spędzić tam zaledwie jedną noc. Nad ranem pod dom zajechali umundurowani ludzie. Wręczyli im dokument o nacjonalizacji i nakaz opuszczenia majątku w 24 godziny.

Ta opowieść na długo pozostała w rodzinie. Może dlatego Ryszard już w latach 90. ubiegłego wieku zaczął szukać starego domu-dworu, by tam osiąść z rodziną? Jasne, ale dlaczego od razu kupować krzyżacki zamek?

Zamek w Przezmarku. Zbrodnia z motywem w tle

Przy oddalonym o 42 kilometry zamku w Malborku pozostałości warowni w Przezmarku prezentują się raczej ubogo. Na półwyspie wdzierającym się w wody jezior Motława Wielka i Motława Mała wznosi się 35-metrowa, dobrze zachowana wieża, pozostałość strategicznej twierdzy komturii dzierzgońskiej, która miała stanąć na drodze potencjalnym wrogom, idącym na Malbork. Swoją siedzibę miał tu najpierw prokurator, a następnie wójt krzyżacki.

W 1410 roku zamek bez walki przejęło wracające spod Grunwaldu wojsko Władysława Jagiełły. I z tym właśnie wydarzeniem historycznym wiąże się rozpalająca wyobraźnię opowieść.

– Nasze rycerstwo było przekonane, że łatwo im z Przezmarkiem nie pójdzie – mówi Ryszard von Pilachowski. – A to ze względu na rzekomo ukryty tu duży skarb, w tym 3 tysiące złotych florenów. Jak pisał w swoich kronikach Jan Długosz, „Opowiadano o tym zamku, że ukryto w nim pewne bardzo ważne rzeczy oraz mnóstwo skarbów”. Dlatego Jagiełło został zaskoczony deklaracją Krzyżaków, że ci chcą poddać zamek.

Z kronik Długosza dowiadujemy się, że Jagiełło zatrzymał się w pobliżu Przezmarka. Wysłał do warowni delegację, w skład której wchodził rycerz Mroczko z Wielkopolski i pisarz koronny Jan Socha, by ci przeprowadzili inwentaryzację obiektu. A sam ruszył na Malbork.

– Po zakończeniu prac, Jan Socha wybrał się do króla – opowiada Ryszard. – Wówczas doszło do tragedii. Długosz pisał: „Zginął w drodze zamordowany z całym swoim orszakiem, nie wiadomo, czy przez swoich, czy przez wrogów”. Mroczko ocalał i to jego oskarżono o zbrodnię. W kronikach niemieckich można wyczytać, że rycerz ten został osądzony w Gdańsku, skazany na śmierć i stracony.

Z kolei Długosz twierdzi, że, wprawdzie do procesu doszło, ale Mroczko złożył przysięgę rycerska, że nie miał nic wspólnego z mordem i go uniewinniono.

Po jakimś czasie jednak krewni pana Sochy, którzy nie dali wiary przysiędze Mroczka, usiekli go w jakiejś karczmie.

Zamek w Przezmarku. Ukryto tam skarb?

Skarbu jednak nie znaleziono i wokół krzyżackiego złota zaczęła narastać legenda. W 1935 roku pojawili się w Przezmarku niemieccy archeolodzy. Nie byli to zwyczajni naukowcy. Nadzór nad wykopaliskami sprawowała jednostka SS, a Heinrich Himmler miał osobiście interesować się wynikami badań. Ten sam Himmler był twórcą Ahnenerbe – nazistowskiej organizacji badawczej, której celem było udowodnienie fantastycznych teorii naukowych o prymacie rasy aryjskiej.

– Archeolog w mundurze obersturmbannführera, który dowodził ekspedycją, uczestniczył m.in. w wyprawie hitlerowskich badaczy do Tybetu, jeździł na zlecenie Himmlera po całym świecie – mówi Ryszard von Pilachowski. – Mój syn, mieszkający w Niemczech, dotarł nawet do jego teczek. Okazało się, że był zaciekłym nazistą, a jego legitymacja NSDAP nosiła numer 35. Wieść o zbliżającej się klęsce III Rzeszy dotarła do niego w Grecji. Wysłał list do Hitlera, a następnie zabił rodzinę i popełnił samobójstwo.

Wracając do skarbu – wyprawa archeologów spod znaku swastyki prawdopodobnie także skończyła się niepowodzeniem. W każdym razie źródła na temat odkryć złota milczą.

Jak zostaje się właścicielem krzyżackiego zamku?

Początek lat 60. XX wieku. Rysiek Pilachowski, syn toruńskiego mecenasa i szanowanej w mieście pani inżynier, po oblanym egzaminie na prawo, kończy policealną szkołę budowlaną. Pewnego dnia zauważa tłum młodych ludzi, stojących przed księgarnią koło ratusza w Toruniu. Młodzi słuchają przebojów z pocztówek dźwiękowych. Wytłoczone na laminowanej warstwie tworzywa sztucznego rowki z analogowym zapisem dźwięku kręcą się na gramofonie Bambino.

– Ale biznes! – myśli Rysiek.

Kiedy w domu głośno zastanawia się, jak można coś takiego wyprodukować, siostra Lila mówi o niejakim Dzidku, narzeczonym koleżanki. Szwagier Dzidka pracuje w prywatnej firmie w Warszawie, produkującej pocztówki.

Dalsza część tej historii to gotowy scenariusz na film akcji z happy endem. Rysiek z Dzidkiem wyruszają do Warszawy, tam udaje mu się wejść do prywatnej fabryczki. W toalecie, z pamięci, rysuje projekt maszyny. Potem „załatwia”, jak to za PRL bywało, z pracownikami Huty Warszawa, że skonstruują mu po godzinach takie cudo.

Pieniądze na interes daje matka, porwana entuzjazmem syna.

Zaczynają od czterech płyt. Jak jednak zdobyć rynek, opanowany przez ponad 30 prywatnych firm? Dwudziestolatek zabiera płyty, matkę i jadą na Targi Poznańskie. Na stoliku wykładają kilkanaście wzorów pocztówek. Obok, na profesjonalnych stoiskach, swoją ofertę – setki egzemplarzy pocztówek z najnowszymi szlagierami – prezentują potentaci branży pocztówkowej.

– Nie mamy szans – macha ręka matka. – Idę się przejść.

Kiedy wraca, przed Ryszardem leżą dwie umowy: na dostawę 5 tys. i 2,5 tys. pocztówek. Pierwsza z nich podpisana przez panie prowadzące księgarnię koło ratusza w Toruniu.

Interes rozwija się do końca lat 60. Wówczas władze decydują, że monopol na nagrywanie płyt będą miały tylko Polskie Nagrania. Jeszcze do 1972 r. firma Ryszarda wyprzedaje zapasy magazynowe.

– Nikt na szczęście nie zauważył, że na pocztówkach z magazynu nagrywane były całkiem nowe przeboje – śmieje się Ryszard.

W 1972 r. przedsiębiorca (i równocześnie ceniony pracownik firmy architektonicznej w Toruniu) bierze udział w rajdzie samochodowym po Jugosławii. Poznaje tam sympatycznego wiedeńczyka i jego żonę Czeszkę. Podczas powrotu do Polski, jego ford taunus koło Bratysławy skręca na zachód. Nie zna języka, ale decyduje się zaryzykować.

W Wiedniu Kurt z żoną zajmują się nim serdecznie. Nie znajduje jednak pracy.
Jedzie więc do Niemiec.

– Kiedy znalazłem się w Bremen, przypomniałem sobie mój sen sprzed wyjazdu – wspomina właściciel zamku. – Te same domy, ulice. Miałem wrażenie, że już tu kiedyś byłem.

W tramwaju słyszy nagle soczyste „k..a” wypowiedziane przez niezbyt trzeźwego mężczyznę. To Gerard, rodak żyjący na obczyźnie. Zaprasza do domu, proponuje najpierw pracę w charakterze pomocnika na budowie, a potem dokera. Ryszard, który pojawił się na nabrzeżu ubrany w garnitur, koszulę i krawat, wywołuje niebotyczne zdziwienie.

– Gdzieś ty pracował? – pyta szef dokerów. – W biurze projektów – tłumaczy odpowiedź Gerard.

Niemiec gdzieś dzwoni. Potem daje adres firmy projektowej. Ryszard zaczyna jako kreślarz, po latach zostaje asystentem projektanta już w dużej, państwowej firmie. Równocześnie zaczyna rozkręcać prywatny biznes. Prowadzi szrot samochodowy, otwiera autokomis.

Jego pierwsze małżeństwo się rozpada. Poznaje Jolę, która prowadzi sklep w Warszawie. Pod koniec lat 80. decyduje o powrocie do Polski. Zakładają rodzinę. I zaczynają szukać miejsca do życia. Sprzedają mieszkania, Jola dokłada spadek po ojcu.

Po nieudanych próbach kupna posiadłości na Dolnym Śląsku, Ryszard – przypadkiem – na trasie między Kwidzynem a Elblągiem, zauważa wznoszącą się nad Przezmarkiem wieżę.

Dokładnie przed 21 laty, po wygranym przetargu i uzyskaniu zgód wojewódzkiego konserwatora zabytków, Jolanta i Ryszard von Pilachowscy zostają właścicielami krzyżackiego zamku.

Zamek w Przezmarku. Kasa w krzakach

– Łatwo nie było – mówi Jolanta. – Początkowo z 11-letnią córką mieszkaliśmy w baraku. Syn pozostał w Warszawie, gdzie kończył liceum.

Siedzimy w domu, wybudowanym z cegieł obok wieży zamkowej. Przed wejściem napis „Prutenicale Forum”, czyli „Pruski Targ”, nawiązujący do przedkrzyżackiej nazwy pruskiej osady handlowej. Na kominku wyryto łacińskie zawołanie rodu von Pilachowskich z XV wieku: Animus regni, spicula hostibus, co znaczy: Dusza królowi, strzała wrogowi.

W pokoju rozstawiono barwne, soczyste obrazy pędzla Jolanty. Widać w nich fascynację rozbuchaną przyrodą, tutejszą architekturą i krajobrazem.

Rozmowę przerywa szczekanie psów. Przyjechali kolejni goście, chcący obejrzeć pozostałości krzyżackiego zamku.

Ryszard pełni rolę przewodnika. Otwiera drzwi do sześciopiętrowej wieży, wybudowanej przed ośmioma wiekami.

– Kiedy tu przyjechaliśmy, były tu tylko stropy i schody – mówi. – Wyniosłem stąd kilkaset butelek po alkoholu. Śmierdziało moczem. Rodzina sugerowała nawet, że nie kupiłem obiektu zabytkowego, tylko melinę.

Pod naszymi nogami znajduje się siedmiometrowy loch. Niektórzy nazywali wieżę „jeniecką”. Ponoć Krzyżacy zawieszali nad lochem, głowami w dół, swoich wrogów, którzy tak wisieli aż do okrutnej śmierci.

Zwiedzamy kolejne piętra. Ze starymi meblami, salą biesiadną. Mijamy zbroje rycerskie, na ścianach wiszą kusze, topory, na stole leży replika ciężkiego miecza. Kilimy przedstawiają sceny z życia rycerzy. Na jednym z wyższych pięter urządzono kaplicę z ustawioną na ołtarzu Matką Boską. Z okien rozciąga się widok na jezioro, wieś, lasy, drogi. Na jednej ze ścian wisi stary portret rycerza, wyjątkowo podobnego do gospodarza.

– Przodek? – pytam. – Nie, to ja! – śmieje się Ryszard. – Pojawiła się u nas ekipa filmowa, to pamiątka po tamtej wizycie.

Zamek ściąga od lat filmowców i dziennikarzy zafascynowanych tym miejscem. Ryszard von Pilachowski był jednym z bohaterów programu Discovery „Kup pan zamek” z 2016 roku, w innym dokumencie zagrał nawet rolę komtura.

– Miałem ogromną tremę – wspomina gospodarz. – Film powstawał z okazji 700-lecia odtworzenia Kanału Dobrzyckiego. Siedziałem za stołem, a statyści przebrani za mieszczan prosili mnie o zgodę na przekop kanału. Moja kwestia brzmiała „Ja. Gut” Poszło gładko.

Turyści z Tczewa z zadowoleni opuszczają teren zamkowy. Gospodarze biletów nie sprzedają, mają tylko skarbonkę. Jeśli komuś spodoba się oprowadzanie, wrzuca do niej pieniądze.

Na pomysł postawienia skarbonki wpadła Jolanta.

– Stałam przy kuchni, gotując obiady, a mąż biegał oprowadzać gości. Wracał, biegłam podgrzać zupę, a tu przyjeżdżają kolejne osoby. I robota od nowa. To mówię – postaw chociaż jakąś skarbonkę, by zwróciło się za moją robotę – wspomina.

Ryszard przywiózł więc skarbonkę, nazwaną szybko ze względu na kolor i kształt „strażą pożarną”.

– Co ciekawe, najpierw umieścił ją głęboko w krzakach przy bramie – mówi z uśmiechem żona. – Stała tam długo, niezauważona przez gości, do przyjazdu znajomych. Spytali, po co skarbonka, skoro jej nie widać? Pomogli ją przenieść.

– Wcześniej mąż wymyślił inny biznes. Ktoś przyjechał z firmy Coca-Cola z propozycją wstawienia lodówki. Była u nas trzy lata, do pierwszej większej awantury. Dlaczego awantura? Co tydzień, dwa tygodnie za 300-400 złotych kupowałam wsady, ale jakoś nic się nie zwracało. Okazało się, że Ryszard częstował napojami gości. Wychodził z założenia, że ludzie powinni się domyślać, że po tym jak ich poczęstuje, mogą sami kupić coca-colę. Nie domyślali się, niestety.

Tam skarb twój, gdzie serce twoje

Opowieści o zamku i ludziach toczą się kolejną godzinę. Jolanta stawia na stole ciasto, potem obiad, a my wsłuchujemy się we wspomnienia i anegdoty. Ryszard wyciąga z teczki rysunki, przedstawiające część ogrodu ze stojącym na środku obiektem jako żywo przypominającym UFO.

– To mój projekt – mówi. – Zaplanowałem, by naszą historię podzielić na trzy etapy – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Chciałbym utworzyć u nas komorę normobaryczną. Terapia w takiej komorze, czego dowodzą badania naukowe, może być zbawienna dla zdrowia. A poza tym UFO przy zamku może stać się kolejną atrakcją turystyczną.

Główną atrakcją pozostają jednak nadal historyczne ruiny i towarzysząca im legenda o skarbach. Przezmark inspirował także pisarzy, w tym Zbigniewa Nienackiego, twórcę serii przygodowej o Panu Samochodziku. W jednej z jego książek czytamy o pozostałościach krzyżackiego zamku w Złotym Rogu. Miał on wznosić się na wzgórzu przy półwyspie obrośniętym starymi drzewami, nad którymi dominowała na wpół zrujnowana wieża. Wokół rozciągał się ośrodek wypoczynkowy. Podobnie jak w Przezmarku, gdzie na terenie wokół zamku ustawiono domki campingowe jednego z zakładów w pracy.

No właśnie, a co z tymi skarbami ukrytymi w 1410 roku przez zakon? Czy mogą się do dziś kryć w lochu pod wieżą lub w sieci podziemi?

– W lochach byłem kilka lat temu – mówi Ryszard. – Pojawiła się tu ekipa naukowców z Olsztyna, poszukująca nietoperzy. Otworzyliśmy płytę, wszedłem z nimi. Zobaczyłem piękne fundamenty, ogromne głazy. Znaleźliśmy tylko jednego nietoperza, ale skarbów tam nie było. Naukowcy nadal badają przeszłość krzyżackiego zamku. Archeolodzy przyjeżdżają tu co roku. Z badań wykonanych georadarem wynika, że pod ruinami Zamku Wysokiego rozciągają się lochy.

– Zresztą, gdzie ich nie ma – twierdzi Jolanta – Ale w większości zostały zasypane.

W rzeczywistości prawdziwym skarbem tego miejsca pozostają ludzie i ich pasje. Ogród mozolnie tworzony naprzeciw domu, ze ścianą utworzoną z setek cegieł. Stara lipa, która ma już 320 lat. Obrazy pani na zamku. Kolejne pomysły i plany gospodarza.

Na razie Jolanta i Ryszard żyją na zamku tylko we dwoje. Córka Wiktoria mieszka w Warszawie, syn Roland w Gdyni. Chociaż Roland o rycerskim imieniu mówi, że chciałby tu żyć. Bo jak napisał w „Panu Samochodziku i templariuszach”Zbigniew Nienacki, wykorzystując cytat z Ewangelii Mateusza„ubi thesaurus tuus, ubi cor tuum”. Tam skarb twój, gdzie serce twoje.

NIESAMOWITE BUDYNKI Z HISTORIĄ

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Piotrem Małachowskim

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie