Ziemia sztumska. Świadkowie mówią o obronie figury Matki Bożej w Waplewie w 1978 roku

Witold Chrzanowski
Witold Chrzanowski
Fot. Archiwum Łukasza Merchuta
Udostępnij:
W miniony piątek, 7 stycznia, w kościele parafialnym w Waplewie odbył się wieczór autorski Łukasza Merchuta, historyka amatora, który wydał właśnie książkę pt. "Historia obrony figury Matki Boskiej w Waplewie Wielkim". Spotkanie, w którym wzięło udział około 70 osób, promujące dzieło traktujące o bardzo mało znanym (poza ziemią sztumską) wydarzeniu z najnowszej historii Polski było też okazją do zobaczenia bezpośrednich świadków wydarzeń sprzed blisko 44 lat. Można było także uzyskać podpisy na publikacji.

Zanim oddamy im głos, niech jako pierwszy zabierze go Łukasz Merchut.

- Na przełomie września i października 1978 roku staraniem księży miejscowej parafii na postumencie stojącym w Waplewie umieszczono nową, ufundowana przez mieszkańców, figurę Matki Bożej, która zastąpiła zniszczoną figurę, pochodzącą z drugiej połowy XIX wieku. Figurę tę, postawioną jeszcze przez hrabiów Sierakowskich, zniszczył w latach 60. strzałem z pistoletu pijany milicjant, sfrustrowany niepowodzeniem miłosnym.
Gdy waplewianie postanowili zastąpić zniszczoną figurę nową, władze komunistyczne uznały, ze jest to dobry pretekst do pozbycia się "religianckiego symbolu" z miejscowości, bądź przynajmniej przeniesienia go w inne, mniej eksponowane miejsce - przy kościele. "Argumentowano", że stojąca na skrzyżowaniu figura stanowi "zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego". Słowa od czynów, przynajmniej w tej sprawie, dzielił bardzo krótki czas. Wkrótce w Waplewie pojawił się potężny dźwig, który miał usunąć figurę ze skrzyżowania.
Gdy zobaczyły to mieszkanki wsi, otoczyły figurę pierścieniem. Matki Bożej broniło przynajmniej trzydzieści pań. Kilka z nich wspięło się na dźwig i uniemożliwiło dalszą "pracę" załodze pojazdu - relacjonuje Łukasz Merchut.

Oddajmy teraz głos uczestnikom i świadkom wydarzeń z jesieni 1978 roku.

Wspomina Aleksandra Piotrowska: "Pamiętam, że usłyszałam bardzo głośne krzyki ludzi. Przed figurą stał podnośnik wraz z pracownikami, którzy mieli dokonać jej rozbiórki. Kobiety, które zebrały się przy figurze uformowały się w literę „C” i otoczyły pracowników, którym towarzyszyli funkcjonariusze bezpieki po cywilnemu. Widać było, że bali się zdeterminowanych kobiet. Kobiety rzucały w nich kamieniami, burakami cukrowymi i pastewnymi. To był okres gdy zaczynały się zbiory. Pamiętam dwie panie, które wskoczyły do dźwigu i pociągając dźwignie sterowania doprowadziły do tego, że obsługujący go pracownicy zaprzestali pracy. Pamiętam jak mężczyźni ci tłumaczyli się: ,,My tylko robimy to co nam każą, my tylko wykonujemy swoją pracę.""

Dla Krystyny Kamińskiej i Marianny Braun najbardziej wstrząsającym momentem tamtych dni była próba ściągnięcia figury z postumentu, którą poprzedziło obwiązanie ("bandażowanie" - jak to określają) głowy Matki Bożej. "Padały wtedy różne słowa, przeważnie niecenzuralne, obraźliwe. Jedna z kobiet krzyknęła do zakładającego materiał na figurę pracownika dźwigu: ,,A żebyś ty tak nie widział, jak w tej chwili, bandażujesz, owijasz oczy Matce Boskiej”" - wspominają panie.

Dla Małgorzaty Ruszkowskiej wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat również stoją cały czas przed oczami.

"Pracowałam wtedy w przedszkolu, w budynku obecnej szkoły przy głównej ulicy. Nagle przez otwarte okno usłyszałam hałas i coraz głośniejsze krzyki, przeważnie kobiet. Pamiętam, że to był ciepły, jesienny dzień. Poszłam zobaczyć co się dzieje, z czystej ciekawości, wraz z koleżanką Hildegardą Orzechowską. Tam się działy cuda, jak ludzie bronili tej Matki Boskiej przed jej zdjęciem. To było niewyobrażalne.
Ówczesne władze chciały ją usunąć z tego miejsca. Rozebraniu miała podlegać również kolumna, na której stoi figura Matki Boskiej.
Na szczęście tak się nie stało i figura stoi tam gdzie stała. Figura Matki Boskiej to jest nasza ostoja. Co to by była za miejscowość gdyby tej figury nie było. Nie wyobrażam sobie tego. Ona patrzy i czuwa nad całą wsią, całą okolicą, ochrania nas. Ja do dzisiaj w swoim mieszkaniu, jak stanę przy oknie, widzę ją, pięknie oświetloną, patrzącą na mnie w całej okazałości" - kobieta nie kryje wzruszenia.

Kolejną obrończynią Matki Bożej, której wspomnienia spisał Łukasz Merchut, jest Małgorzata Vogler.

"Był to październik 1978 roku. Pracowałam wówczas w magazynie Zakładu Rolnego. Moja koleżanka Elżbieta Roszkowska poszła na śniadanie do domu i długo na nią czekałam. Gdy wróciła, to krzycząc przekazała nam wieść, że "naszą Matkę Boską chcą usunąć". Było tam już dużo ludzi, pracownicy szli ze śniadania, dźwig już stał przygotowany do zdjęcia figury. Dwie panie Janina Mazur i Danuta Zalewska, weszły do sterowni dźwigu i doprowadziły do tego, że jego obsługa odstąpiła od pracy. Kobiety, które tam były rzucały burakami, kamieniami. Był niewyobrażalny krzyk i dużo ludzi. W końcu służby, które chciały dokonać usunięcia figury wycofały się i odjechały.
Myślę, że akcja była dokonana na polecenie Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Elblągu, a za zabezpieczenie terenu odpowiadał ówczesny komendant Milicji Obywatelskiej w gminie Stary Targ."

Wacław Gładczuk, jedyny mężczyzna, którego wspomnienia spisał Łukasz Merchut tak wspomina ten dramatyczny czas: "Było to na przełomie września i października. Dzień był bardzo słoneczny. Po godzinie 6 rano szedłem do pracy i zobaczyłem, że w okolicy skrzyżowania stoi samochód - dźwig, na podwoziu Tatry. W tamtych czasach był to bardzo ciężki sprzęt, dostępny tylko dla największych firm budowlanych. Żadna z naszych - w Malborku czy w Sztumie - taką maszyną nie dysponowała. To mnie zaintrygowało, po co taki sprzęt tu jest. Wkrótce do tego dźwigu dołączył następny.
Opowiedziałem o tym w biurze. Dowiedziałem się, że w pobliżu postumentu zaczęli gromadzić się ludzie i że przyjechała tam "Nysa" z jakimiś funkcjonariuszami, ale w cywilnych ubraniach. Gdy przejeżdżałem tam koło południa dźwig był już przygotowany do pracy. W jego sąsiedztwie zebrała się spora grupa pań z Waplewa Wielkiego, w tym kilka kobiet, które przyszły z pola gdzie wyrywały buraki pastewne. One przyszły z nożami do obcinania buraków, a takie noże bardziej przypominają maczety niż noże kuchenne.
Atmosfera gęstniała. Do podnośnika wsiedli pracownicy z tarczami diamentowymi przy pomocy których mieli podciąć figurę, by było łatwiej ją przenieść do nowego miejsca. W tym czasie kobiety, prawdopodobnie, jak relacjonuje Wacław Gładczuk, było ich cztery, wskoczyły na ten dźwig. Jedna stanęła koło gałek sterujących, druga z nożem do wycinania buraków zaczęła nim wymachiwać. Kobiety krzyczały: ,,Bolszewicy uratowali, nie strzelali, nie rozbili, a wy przyjechaliście zniszczyć”.
Przestraszeni pracownicy wstrzymali pracę. Na miejsce wydarzeń przybył ksiądz Antoni Kurowski i naczelnik Gminy Stanisław Karwan, ale nie obaj starali się w nie nie włączać.
"Przed godziną 15 byłem w biurze i w tym czasie wszedł tam jakiś pan. Wiedziałem, że on jest z tych przyjezdnych, z tej "Nysy". Poprosił sekretarkę o możliwość skorzystania z telefonu. W trakcie rozmowy telefonicznej przedstawił się jako kapitan, lecz nazwiska nie dosłyszałem. Usłyszałem natomiast, że powiedział ,,bez mundurowych nie damy rady”. I na tym sprawa się zakończyła. Gdy 17 października oglądałem w telewizji transmisję z Watykanu, powiedziałem: ,,Teraz nikt już nie ruszy naszej figury" - wspomina Wacław Gładczuk.

Tyle głosy świadków, których niestety z biegiem lat ubywa. Łukasz Merchut myśli już o kontynuowaniu swojego dzieła. - Chciałbym wzbogacić publikację o relacje z drugiej, partyjnej, strony. Pokazać jak funkcjonowała wówczas zwalczająca Kościół machina komunistycznej PZPR. Pokazać z perspektywy takiej miejscowości jak Waplewo Wielkie. To w takich małych miejscowościach, nie ujmując wielkim ośrodkom, zachowywano tradycje, walczono o wolność w szczególnie trudnych warunkach - podkreśla historyk.

Od jutra kwarantanna zostaje skrócona

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie